Byłam dziś z Małą na zakupach. I ktoś może pomyśli, że ale fajnie, taka przyjemność, dziewczyny na szopingu... ;) A figę. W sklepie to jeszcze było wporządku, Mała pchała wózek (taki wersja mini dla dzieci), wkładała do niego zakupy i była szczęśliwa. Za to przy wyjściu było już gorzej, bo chciała iść z wózkiem. A na ulicy było już zupełnie niefajnie, bo nie chciała mi dać ręki, tylko twierdziła uparcie, że "Dzidzi!", co w jej języku znaczy, że sama. A na ulicy samochody oczywiście, więc nie mogłam jej pozwolić iść samej. Więc się darła całą drogę do auta. Myślałam, że się rozryczę normalnie z nią.
No nie jest Malutka taka grzeczna, posłuszna jak jej braciszek... A szkoda. Bo Starszy to naprawdę złote dziecko. Nawet teraz, chociaż trochę mniej odkąd zaczął szkołę. Mąż powiedział nawet kiedyś do Małej, że niech dziekuje bratu, że nie był taki jak ona teraz, bo by jej nie było. Bo pewnie P. by się nie zdecydował na drugie dziecko, jakby pierwsze dawało popalić ;)
Żeby nie było niedomówień: Młodsza nie jest gorsza od przeciętnego prawie-dwulatka. Jest samodzielna i uparta trochę, trochę przekorna, a poza tym słodka, kochana i przytulaśna... Taka przylepa czasami.