Siedzę i myślę... Czy ja jestem dobrą mamą? Zależy... Czy bycie dobrą mamą oznacza posiadanie nieprzebranych zasobów cierpliwości, niekończących się sił i bycie zawsze na zawołanie dziecka? Bo jeśli tak, to nie jestem dobrą mamą. Nie mam cierpliwości anielskiej, a czasem nawet nie mam jej wcale. Bo się kończy po którymś "Mamaaaa!". Czasem nie mam sił i jestem jak wypluta i marzę, żeby posiedzieć chwilę z książką (oczywiście jednym okiem zerkając cały czas czy dzieci nie rozwalły domu na części i co jakiś czas rostrzygając spory typu kto pierwszy miał jakąś zabawkę i dlaczego należy ją oddać bratu/siostrze), z tym, że chciałabym, żeby potrwało to dłużej niż 35 sekund, po których mam na kolanach Młodszą, a obok Starszego i obydwoje są jednakowo niezadowoleni, że nie są odosobnieni w tym kontakcie z mamą. I nie zawsze rzucam wszystko i lecę jak słyszę "Mamaaa!". Szczególnie, kiedy wiem, że tata jest z nimi w pokoju, a ja usiłuję pozbyć się góry brudnych naczyń bez udziału ciągle nieobecnej w naszej maleńkiej kuchni zmywarki.
Ale staram się być dobrą mamą. Mimo tego, że nie jestem mamą idealną. I mimo tego, że czasem chciałabym mieć urlop od wszystkiego, na chwilkę chociaż... Ale potem czuję te łapki wokół szyi i myślę sobie, że ten urlop nie jest jeszcze aż tak konieczny...


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz