Cały czas się boję, że ktoś znajomy przeczyta tego bloga, będzie wiedział, że to ja i będzie się ze mnie nabijał. Chyba wyłazi ze mnie pochodzenie, fakt, że urodziłam się w maleńkiej miejscowości, gdzie każdy zna każdego i gdzie fakt bycia trochę innym (nawet gdy "inny" znaczy "lepszy") to powód do wstydu. Hmmm, muszę się chyba przełamać, bo w przeciwnym razie takie pisanie nie ma sensu. Nie da się wszystkiego "zakodować", zakamuflować i napisać tak, żeby nie było wiadomo o co chodzi. Zakodowałam imiona dzieci, nie wklejam ich zdjęć, unikam nazw miejscowości... Chyba starczy, co? Bo jak zacznę "kodować" też to, co czuję i myślę, to zostanie parę suchych faktów, które przedstawione w nieciekawy sposób nie zachęcą nikogo (a przede wszystkim Dzieci Moich, o które tu chodzi!) do czytania. Więc - odpuszczam ;)
Byliśmy w kinie z Synkiem w sobotę. Udało mi się namówić też mamę Jego najlepszego przyjaciela, więc była to już wyprawa w czwórkę, a zatem dużo bardziej interesująca. Bo z Przyjacielem można przedyskutować te bardziej fascynujące momenty, oczywiście na głos i podczas filmu, no i potem się dopytywać, co się stało jak gadaliśmy... ;) Można bez przeszkód zasłonić sobie oczy w tych straszniejszych momentach - i poradzić Przyjacielowi, żeby zrobił to samo. Można podzielić się popcornem i piciem, no i w ogóle można zrobić mnóstwo rzeczy, które nie wydają się takie fajne, gdy robi się je z mamą ;)
 |
| Zdjęcie zinternetu, źródło: http://en.wikipedia.org/wiki/Tinker_Bell_and_the_Legend_of_the_NeverBeast |
Po kinie poszliśmy na plac zabaw i mimo tego, że było naprawdę zimno, była to super zabawa :) Dla chłopaków oczywiście, bo zaliczyli wszystkie możliwe atrakcje, a jest ich tam niemało! A my - mamy - pogadałyśmy sobie trochę, co - wierzcie mi - przy stałym przebywaniu z osobą poniżej drugiego roku życia jest luksusem prawie :) Pełne słowa, w normalnym ludzkim języku i bez wrzasków, kiedy jedna drugiej nie zrozumiała ;) Fajnie tak od czasu do czasu :)
Mała za to postanowiła "odbić" sobie fakt, że mniej czasu spędziłą z mamą i zaczęła charczeć w nocy i kaszleć mocno - i dziwnie, jakby krtaniowo... - więc spała z nami tę noc. A to oczywiście wiąże się z częstymi pobudkami, no i niezbyt długimi drzemkami pomiędzy tymi pobudkami. Więc wyspana nie jestem za bardzo... Byłyśmy u lekarza, który oczywiście stwierdził, że wszystko w normie, że dzieci tak mogą mieć i w ogóle. Wykończy mnie ten tutejszy system "wszystko w normie, daj paracetamol"!... Ale dzisiaj lepiej, więc może przejdzie bokiem... :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz