czwartek, 23 kwietnia 2015

Ten pierwszy raz...;)

Takie albumy mają Moje Dziatki :)

Muszę nadrobić zległości! I nie mam na myśli obejrzenia wszystkich nowości kinowych (bo to zajęłoby mi conajmniej miesiąc non stop ;P), a "najważniejsze pierwsze razy" moich dzieci. To nic pilnego, bo i tak w niektórych przypadkach mam spóźnienie prawie sześcioletnie...;) Ale chciałabym mieć wszystko "w jednym miejscu".
No to lecimy!

Synek:
29.1.2010 - raczkuje do tyłu
8.2.2010 - raczkuje
4.5.2010 - pierwsze 3 kroczki
23.5.2010 - potrafi chodzić
10-12.4.2010 - mówi TATA i MAMA
5.2.2010 - pierwszy ząbek (dolna lewa jedynka)
18.8.2009 - pierwszy głośny śmiech
3.6.2009 - pierwszy świadomy uśmiech
18.7.2009 - pierwsza łezka
6.10.2009 - potrafi przekręcić się z brzuszka na plecki
6.11.2009 - z plecków na brzuszek
10.1.2010 - robi "papa"
21.1.2010 - robi brawo
29.1.2010 - sam siada
12.4.2010 - koniec ze smoczkiem
6.3.2010 - pierwsza wizyta u fryzjera, zachowanie wzorowe :)


Córcia:
23.11.2013 - raczkuje
10.5.2014 - pierwsze 2 kroczki
10.6.2014 - potrafi chodzić
6.2014 - mówi TATA i MAMA
21.2.2014 - pierwszy ząbek (dolna lewa jedynka)
6.2013 - pierwszy głośny śmiech
14.5.2013 - pierwszy świadomy uśmiech
6.2013 - pierwsza łezka
7/8.2013- potrafi przekręcić się z brzuszka na plecki
9.8.2013 - z plecków na brzuszek
26.11.2013 - robi "papa"
27.12.2013 - robi brawo
4.12.2013 - sama siada
28.2.1014 - koniec ze smoczkiem
12.3.2014 - pierwsza wizyta na basenie
6.5.2014 - wysyła całuski
15.5.2014 - potrafi wydmuchać nosek

No! Teraz lepiej ;)

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

O aktowaniu... i nie tylko ;)


Ulubione rogaliki Syneczka - drożdżowe z dżemem :)
"Mamo, dziś w szkole byli tacy panowie i pani i oni aktowali!" - powitał mnie pewnego dnia podekscytowany Starszy, kiedy odbierałam Go ze szkoły. "Co robili?"- spytałam zaskoczona. "No, acting, nie wiedziałem, jak to przetłumaczyć" - wyjaśnił Synek. Aaaaa, no tak. Radości wychowywania dziecka dwujęzycznego :) Ale byłam zaskoczona, bo to chyba pierwszy raz się zdarzyło, że Synkowi "zabrakło" polskiego wyrazu, mówi pięknie po polsku i ma bardzo bogate słownictwo, no ale taki dzień też pewnie musiał nadejść. Może to i pierwszy raz, ale na pewno nie ostatni! :)
A skoro już o Synku mowa, to jego niechęć do szkoły i smutek, że musi tam iść minęły jak ręką odjął już pierwszego dnia po feriach. No po prostu sobie Młody zapomniał, że w szkole są jego koledzy i można się bawić " nie tylko z Siostrzyczką cały czas, tylko można sobie wybierać" - według Jego własnych słów :) Uff, na szczęście!
"O, tolol" - powitała Mała kubeczek z owocami :)


Z Malutką natomiast mamy za sobą pierwszą nieudaną próbę odpieluchowania. Jakoś zielona jestem w temacie technik i trików, które mogą się przydać w tym czasie, może ktoś mi poradzi? :) Co prawda przecież to moje drugie dziecko, ale ze Starszym sprawa wyglądała mniej więcej tak: W drugie urodziny mówię do Małego: "Synku, od dzisiaj nie masz pieluszki, więc jak będziesz chciał siusiu albo kupkę to powiedz mamie albo babci, dobrze?" I już. Serio. No a teraz zrezygnowałam z takiego powodu, że Mała przestała robić 'dwójkę' (nawet rano czy wieczorem, bo na noc zakładałam Jej pieluchę) i w związku z tym mieliśmy masakrę w nocy, bo nie mogła spać. Dwa dni wytrwałam i powróciłiśmy do pieluch, na szczęście fizjologia wróciła do normy już następnego dnia. Boję się, żeby nie dostałą zaparć, bo koleżanka córki przez 3 lata po takim "szoku" miała zaparcia - lekarze, leki i krew w stolcu. Dziękuję, ale nie!
A miało być tak pięknie... ;) Ale moje Młodsze Dziecko ma własne pomysły na swoje życie najwyraźniej. Uparta kózka ;)
Wzbogacił się też małej słownik delikatnie, np "acia" to kolor pomarańczowy, a "besi" - niebieski. Buty to teraz "puty", pusto - "puto", "otuś" - otwórz, "tente" - zamknięte, "tać" - wstać, "dzidziś?" - widzisz?, "teńci" - kręci, "cita" - czyta. Mówi też: "juś", "jesie", "duzio", "picie", "misia","siusiu", "pi", "ten", "tu", "tutaj". Ogólnie to widać, że chce mówić, tylk czasem nie ma co ;P A wczoraj sama z siebie policzyła do trzech : ("deden, wa, czi"), a po podpowiedzi dodała "tely" :) Mądrala moja mała :)

wtorek, 14 kwietnia 2015

Stop(ni)owo ;)

Skończyły się ferie. Starszy wczoraj smutny chodził, że dzisiaj do szkoły. Przedwczoraj w nocy nawet się obudził i płakał, że musi już niedługo do szkoły iść. Dzisiaj rano było zdecydowanie lepiej, nawet stwierdził, że nie jest tak całkiem źle... Zdziwiło mnie trochę to zachowanie, bo Synek ogólnie lubi szkołę i radzi sobie wspaniale (dumna jestem jak nie wiem!), z matematyki jest nawet w takiej grupie dla zaawansowanych, bo bardzo lubi liczyć i (uwaga!) rozwiązywać problemy matematyczne - co w wieku niespełna sześciu lat jest niezłym wyczynem :)... Pytałam go, czemu nie chce iść, czy coś niedobrego się tam dzieje, czy nie lubi kogoś konkretnie, czy mu nikt nie dokucza itp... Ale chyba pod tym względem jest ok, jedyny problem przedstawiony przez Synka brzmiał: "bo będę bez mamy...". Przez ferie byliśmy razem cały czas i wymyślałam Jemu i Jego Siostrzyczce różne zajęcia, nie nudzili się nawet. Pewnie spodobał mu się taki plan dnia... :)

Najpiękniejsze stópki świata (mojego przynajmniej :)) W liczbie cztery :)

A Mała też zdziwiona, że Braciszka nie ma cały czas obok... Woła go co jakiś czas i pewnie się zastanawia, gdzie się podział - chociaż może rozumie, że jest w szkole, trudno to od niej wyciągnąć ;)
A skoro o Malutkiej mowa to napiszę (ku pamięci) dwie śmieszne histotyjki z jej udziałem... (może śmieszne tylko dla mnie, ale wiadomo - matka ma specyficzne poczucie humoru jeśli chodzi o jej pociechę ;))
No to nr 1: Niedawno dzieciaki usypiał P. (chyba drugi raz odkąd się Mała urodziła, ale nie o tym przecież miałam... ;) Poza tym muszę wyjaśnić, że usypianie polega po prostu na siedzeniu obok łóżeczka Małej, aż uśnie). Po pewnym czasie myślał, że Córeczka już śpi, więc cichutko wstał i próbuje wyjść. Mała podniosła głowę, popatrzyła, co robi tata i rzuciła ostrzegawczo: "SIOŚ!" (Siadaj!). Tata pokornie usiadł i odsiedział kolejne parę minut, bojąc się ruszyć, żeby znowu Mały Kapral mu  nie kazał zawrócić ;)
Nr 2: Kładę Malutką na drzemkę. W pewnym momencie (kiedy miałam nadzieję, że już śpi...) Córcia podnosi głowę i mówi: "PETY". Było to nowe słowo w jej wykonaniu, więc usiłuję zgadnąć o co chodzi. "Pępek?" - pytam. "NIE - mówi Mała - PETY!". "Bebe zrobiłaś?" - próbuję dalej (durna matka ;)). "NIE! - zaczyna się denerwować Moja Dziewczynka. - PETY!!" Myślę, myślę... "Pięty?" - pytam jeszcze. "NO!" - odpowiada radośnie Moje Dziecko, po czym spokojnie zapada w sen :)

poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Święta, święta....


I po Świętach...
Było miło:)  Mimo że sami byliśmy, jak zwykle w każde święta. (To znaczy wpadli do nas znajomi dzisiaj na chwilę, ale przez "sami" rozumiem - bez rodziny - rodziców, dziadków, rodzeństwa...) Tego chyba najbardziej nie znoszę w tej całej "emigracji". Ja wiem, możemy przecież polecieć do domu na święta, ale skutecznie zniechęcają do tego ceny biletów... Wiadomo, święta, ferie, a więc masowy nalot na Polskę z każdej prawie strony. A linie lotnicze zacierają pazerne rączki. Znaczy nie linie, bo one raczej rączek nie mają, no ale wiadomo o co chodzi ;)
Przed Świętami była u nas 2 dni koleżanka Synka ("Ale nie spała ze mną tylko szła do domu i znowu przyszła na drugi dzień" - tłumaczył Starszy babci, żeby nie było niedomówień), coś legło jej mamie w opiece na te 2 dni (ferie szkolne) i dziewuszka przyszła do nas. Wesoło było, no i głośno przy okazji też. Mąż mi współczuł, bo on po godzinie ma dosyć... ;) Ale nie było źle, żadna różnica między dwójką a trójką ;)

A wczoraj moja Malutka Dziewczynka skończyła 2 latka. 2 latka! Kiedy to zleciało?! Dopiero ją rodziłam (całe 80 minut :D no ale miałam tylko 2300g do urodzenia...), a tu już bunt dwulatka przerabiamy ;) Chociaż z drugiej strony wydaje się, że jest z nami od zawsze...A skoro o Małej mowa to z radością zauważam, że mówi coraz więcej, powtarza coraz trudniejsze słowa i zapamiętuje je, żeby potem użyć. Czasem wymawia prześmiesznie i trudno mi wpaść na to, co chce powiedzieć, ale najczęściej się domyślam i Mała z radością przyznaje mi rację tym swoim firmowym "no!" :)
Mówi np "paćsz" (patrz), "jesie" (jeszcze), "tolor" (kolor - wpadła najwyraźniej na  pomysł, że zamiast uczyć się mnóstwa słów określających kolory, będzie mówić "tolor" na wszystkie ;P), "tatany" (tańce), "nie ciem" (nie chcę - słowo to jest delikatnie nadużywane! ;)), "lula" (woda), "łosi" (włosy), "joło" (czoło), "piesi" (pierwszy)... Ogólnie można się z nią dogadać... Znaczy ja mogę, bo znam jej język, no i jej braciszek może, podobnie. Tata już gorzej, bo jak Mała coś mu tłumaczy to słyszę tylko co jakiś czas: "ja nie wiem o  co ci chodzi"...:)

Z innej beczki: mąż kupił sobie bilet do Polski na czerwiec. Sam leci, bo Starszy do szkoły chodzi, więc nie możemy. A teściowa oczywiście męczy, żeby przyjechał z Małym. I ja rozumiem, że chce zobaczyć wnuka, ale chyba ma wnuków dwoje!... Może jestem przewrażliwiona, ale przecież skoro Synek nie poszedłby do szkoły (na co nalega teściowa), to ja- skoro nie pracuję, też mogłabym polecieć, Mała tym bardziej. Ale dwa razy już słyszałam, że może by mąż z Synkiem przyleciał. Jasne. A Córka to co, gorsza? Zezłościłam się. A w ogóle temat teściowej to chyba się doczeka osobnego posta. I wiem, że w tego typu odczuciach i wrażeniach co do teściowej nie jestem odosobniona, czytam inne blogi i czasem jakbym o sobie czytała... :) Głowa do góry Agatko (jeśli tu zaglądasz...), 3 miesiące też kiedyś się kończą!

wtorek, 31 marca 2015

Siedzę i myślę... (a to niebezpieczne ;))

Siedzę i myślę... Czy ja jestem dobrą mamą? Zależy... Czy bycie dobrą mamą oznacza posiadanie nieprzebranych zasobów cierpliwości, niekończących się sił i bycie zawsze na zawołanie dziecka? Bo jeśli tak, to nie jestem dobrą mamą. Nie mam cierpliwości anielskiej, a czasem nawet nie mam jej wcale. Bo się kończy po którymś "Mamaaaa!". Czasem nie mam sił i jestem jak wypluta i marzę, żeby posiedzieć chwilę z książką (oczywiście jednym okiem zerkając cały czas czy dzieci nie rozwalły domu na części i co jakiś czas rostrzygając spory typu kto pierwszy miał jakąś zabawkę i dlaczego należy ją oddać bratu/siostrze), z tym, że chciałabym, żeby potrwało to dłużej niż 35 sekund, po których mam na kolanach Młodszą, a obok Starszego i obydwoje są jednakowo niezadowoleni, że nie są odosobnieni w tym kontakcie z mamą. I nie zawsze rzucam wszystko i lecę jak słyszę "Mamaaa!". Szczególnie, kiedy wiem, że tata jest z nimi w pokoju, a ja usiłuję pozbyć się góry brudnych naczyń bez udziału ciągle nieobecnej w naszej maleńkiej kuchni zmywarki.


Ale staram się być dobrą mamą. Mimo tego, że nie jestem mamą idealną. I mimo tego, że czasem chciałabym mieć urlop od wszystkiego, na chwilkę chociaż... Ale potem czuję te łapki wokół szyi i myślę sobie, że ten urlop nie jest jeszcze aż tak konieczny...

czwartek, 26 marca 2015

Zwyczajnie, codziennnie :)

Mam zaległy post o "pierwszych razach" moich Bąków, ale jakoś nie mogę się zebrać. Chyba pogoda mnie nie mobilizuje, bo jest taka w kratkę, jak w kwietniu. Pewnie też za to katar u nas króluje.
Starszy zaczął parę dni temu i jak zwykle u niego zaczyna się problem z uszami, więc atakujemy katar czym możemy, kroplami, inhalatorem, syropami itp... Mała też ma katar i gorączkę w nocy miała, spała tak sobie, no i ja z nią podobnie. Ale dzisiaj w dzień lepiej, pewnie wieczorem znowu będzie nieciekawie... A poza tym Córcia mówi coraz więcej, powtarza mnóstwo wyrazów (czasem ciężko zrozumieć, ale i tak się cieszę z każdego wyrazu :)), mówi też sama trochę, np SIOŚ to krzesło, a A-CI-EJ to książka :) Lubi bajkę "Dobranocny Ogród", najchętniej oglądałaby ją cały czas, ale pozwalam jej tylko jeden odcinek co kilka dni. Mamy książeczki, więc w pozostałe dni oglądamy książeczki...
Zdjęcie z internetu


środa, 18 marca 2015

Językowo ;)

Pierwsze dzieło w wykonaniu mojej Małej ;)

Byłyśmy dzisiaj z Malutką na takiej grupie dla dzieci do lat pięciu, gdzie można przyjść i zostać (za darmo) na 1 i 1/2 godziny, pobawić się (dziecko), porozmawiać (matka) i zostawiwszy za sobą bałagan pójść do domu ;) Panie mają przygotowane różne atrakcje dla dzieci, dziś było malowanie farbkami i zabawa kolorowym ryżem (surowym oczywiście!) - zamiast piasku. Oprócz tego są standardowe zabawki: kuchnia z garnkami, książeczki, przebieranki, śpiewanie piosenek itp, to się nie zmienia. Mała malowała farbami (w domu jeszcze się nie odważyłam dać jej farbek, nie bardzo chce mi się ściany odmalowywać ;)), ładowała ryż do naczynek i z ciekawością obserwowała inne dzieci. I byłam dumna z jej zachowania, bo dzieliła się zabawkami, mimo, że to był jej pierwszy raz tam i wszystkie zabawki były dla niej nowe... Na końcu tylko zobaczyła wózek dla lalek i nie dała się przkonać, że teraz czas na śpiewanie piosenek. Bo wózek to wielka miłość mojej Malutkiej Dziewczynki. W domu ma jeden, ale przecież inne mogą okazać się lepsze, musi wypróbować wszystkie ;)
Domowy wózek :)

Spotkałyśmy tam znajomą dziewczynkę, młodszą od Małej o jakieś 4-5 miesięcy. I jak zwykle, kiedy spotykam dziecko, które dużo mówi, lub - jak w tym przypadku - mówi więcej niż moja Niunia w podobnym wieku, zrobiło mi się smutno. I ja wiem, że każde dziecko rozwija się w swoim własnym tempie i każde zaczyna mówić, kiedy jest na to gotowe, ale głowa swoje, a serce swoje. Smutno i już. Chociaż czasem leżymy normalnie ze śmiechu, jak mówię Małej: powiedz NOGA, a ona na to MUMA ;). Jak ktoś oglądał "Przyjaciół" to jest taki epizod pt. "Joey speaks French". To u nas jest czasem to samo ;)

O, tu jest link: Joey speaks French

A Moja Mała Dziewuszka ma za to śliczne długie wołski, które już w wieku 18 miesięcy dało się zaplatać w koszyczek :
Moja Mała Ślicznotka :)