wtorek, 12 maja 2015

Długi weekend i... zwykły weekend ;)


Tak. Długi weekend. W długi weekend było przyjęcie urodzinowe Dzieci, ale udało się nam też pójść na taki prawdziwy spacer, do lasu wśród dzwonków leśnych...:) Pięknie było. Nie wzięliśmy wózka dla Malutkiej, więc momentami szliśmy niekoniecznie tam, gdzie my mieliśmy ochotę, ale przecież nie chodziło o osiągnięcie jakiegoś celu, tylko o sam spacer właśnie.
A to udawało nam się znakomicie :) Aż żal było wracać, pachniało lasem, majem, powietrzem... Odpoczęliśmy :) Postanowiliśmy częściej tam zaglądać, nie jest to daleko od nas, chociaż trzeba niestety podjechać kawałek samochodem. Marzy mi się mieszkać gdzieś tak, że będę mogła wyjść z domu na spacer do lasu. Może to być nawet pół godziny drogi piechotą... :))

Za to kolejny, krótki, zwykły weekend spędziliśmy z Synkiem zupełnie inaczej... Byliśmy w Londynie - i ta wyprawa przypadła Synkowi do gustu :) Przed wyjazdem opracowaliśmy plan i udało się go nam zrealizować w prawie 100%... :)
Różdżka w łapce Synka jest ze sklepu Harry'ego Potter'a na Platformie 9 i 3/4 :) Chcieliśmy zrobić sobie zdjęcie ze słynnym wózkiem, ale niestety ta przyjemność nie jest darmowa, a Synek jeszcze fanem Harry'ego nie jest, więc mamy tylko zdjęcia z boku ;)

Potem było oczywiście London Eye. To była najważniejsza pozycja na liście Synka, zaraz obok jazdy metrem i autobusem piętrowym ;) Metro i autobus też oczywiście zaliczyliśmy! :)
 
Ja się trochę bałam, przyznaję się bez bicia ;) Mimo, że to nie był mój pierwszy raz na "Kole". Ale wiało!  A On nic! :) Chwilami mi serce stawało, jak patrzyłam, jak On się wspina na barierki, żeby lepiej widzieć ... :)
Potem było akwarium, szału nie było - myślałam, że jest większe. Ale kilka momentów było niezłych i w sumie nie żałuję, że tam poszliśmy.

Potem przerwa na lunch i chwila zabawy na placu zabaw :) A dla starszych kawka i pogaduchy :))

A później gwóźdź programu, czyli Science Museum. Byliśmy tam chyba 3.5 godziny (jak nie dłużej!) - i nie widzieliśmy wszystkiego. A co najważniejsze, Synkowi się nadal podobało! Mnóstwo tam jest rzeczy do obejrzenia, a w dodatku większość można dotknąć, spróbować, jak działa, pobawić się... Warto było. Tym bardziej, że wejście jest darmowe :)
Jest tam jedna część cała przystosowana dla dzieci, mogą sprawdzić, jak działa magnes, spowodować, że wystartuje mini-statek kosmiczny, zobaczyć, jak wygląda zdjęcie cienia, spróbować zbudować obwód elektryczny, podłączyć alarm,zobaczyć na własne oczy, że mąka się pali, zaobserwować, jakie częstotliwości dźwięku powodują wibracje... i mnóstwo innych rzeczy! :) Ta część muzeum dała Synkowi najwięcej radości, szalał, jak na placu zabaw :)


Ogólnie wycieczkę zaliczamy do udanych :) I już planujemy, co będziemy zwiedzać następym razem :))




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz